22 stycznia 1863 r. wybuchło powstanie styczniowe. Trwało najdłużej ze wszystkich polskich zrywów niepodległościowych, kilkanaście miesięcy, aż do jesieni 1864 r. Określono je mianem „narodowego” ze względu na zaangażowanie i udział wszystkich warstw społecznych. Poruszyło opinię międzynarodową, ale nie otrzymało realnego wsparcia. Po jego klęsce nastał dla Polaków czas wyjątkowo brutalnych, rosyjskich represji.

Pamięć i bunt

Po stłumieniu powstania listopadowego publiczne manifestacje w Królestwie Polskim zamarły na blisko trzy dekady. Społeczeństwo pielęgnowało jednak pamięć o bohaterach minionych walk i bacznie obserwowało kondycję zaborczej Rosji. A ta skompromitowała się wielką klęską w wojnie krymskiej 1853 – 1856. Zacofana technologicznie i toczona korupcją przegrała z połączonymi siłami Anglii, Turcji, Francji i Sardynii. Car Aleksander II został zmuszony do liberalizacji swej polityki. Próbował jednak zniszczyć nadzieje Polaków na wolność mówiąc wprost, aby porzucili swe niezdrowe marzenia.

Polacy rady cara nie posłuchali. I coraz wyżej podnosili głowy. Pełna energii młodzież i mieszczaństwo zaczynały żądać niepodległości. Kręgi bardziej konserwatywne, których przywódcą był Andrzej hr. Zamoyski, postulowały przywrócenie w Królestwie Polskim stanu sprzed 1830 r. Pierwsze ugrupowanie określono mianem „czerwonych” a drugie „białych”. Dla jednego i drugiego niezwykle ważna była kwestia uwłaszczenia chłopów (stanowiących ponad 75 % mieszkańców Królestwa) jako grupy, która może przesądzić o zwycięstwie przyszłego powstania. Biali chcieli odszkodowań, czerwoni postulowali uwłaszczenie bezwarunkowe.

Żołnierze carscy stacjonujący na Placu Zamkowym w Warszawie w 1861 r.

Żołnierze carscy stacjonujący na Placu Zamkowym w Warszawie w 1861 r.

(fot. Karol Beyer; źródło: Wikipedia)

Dwa pogrzeby

W zbiorowej pamięci społeczeństwa zachowała się opowieść, niemal legenda o bohaterskiej śmierci generała-inwalidy Józefa Sowińskiego na szańcach warszawskiej Woli w 1831 r. Wdowa po nim, Katarzyna ze Schraederów, cieszyła się w Warszawie wielką estymą. Przeżyła męża o prawie trzydzieści lat. Zmarła w czerwcu 1860 r. a jej pogrzeb stał się ogromną manifestacją. Wiadomość o zgonie generałowej błyskawicznie obiegła miasto i obudziła w mieszkańcach potrzebę przywołania pamięci o generale. Do konduktu pogrzebowego, który zmierzał na cmentarz ewangelicko-reformowany przyłączyło się kilkanaście tysięcy osób z rozmaitych środowisk. Tłum idący za trumną śpiewał „Mazurka Dąbrowskiego”. Była to pierwsza publiczna, tak wielka manifestacja w Królestwie od blisko trzech dekad.

Rok później warszawiacy stawili się tłumnie na innym pogrzebie. Tym razem odprowadzali na Powązki pięciu poległych, zastrzelonych przez carskich żołnierzy w dniu 27 lutego 1861 r. w czasie patriotycznej manifestacji. Na pogrzeb przyjechały delegacje nawet z zaborów pruskiego i austriackiego. Pomordowanych złożono początkowo w Hotelu Europejskim, gdzie pracownię fotograficzną miał Karol Beyer. Wykonał słynne tableau z podobiznami zastrzelonych, które swoim realizmem i widokiem ran postrzałowych wstrząsnęło opinią społeczeństwa. Bunt stawał się coraz bardziej widoczny, zapowiadając wybuch powstania.

Władze rosyjskie wystraszone skalą oporu godziły się na pozorne ustępstwa. Zapowiadały utworzenie Rady Stanu, przywrócenie samorządu miejskiego oraz powiatowego. Nie zapobiegło to kolejnej wielkiej manifestacji w dniu 8 kwietnia 1861 r., w której zginęło dwieście osób, a około pięćset zostało rannych. Z rozkazu cara w Warszawie wprowadzono stan wojenny. Inicjatorów manifestacji deportowano w głąb Rosji. Odpowiedzią Polaków była wzmożona konspiracja.

Postój ochotników w lasach litewskich; ilustracja z pisma „L'Illustration Journal Universel” z 1863 r.

Postój ochotników w lasach litewskich; ilustracja z pisma „L'Illustration Journal Universel” z 1863 r.

(źródło: Wikipedia)

Wojna i dyplomacja

W czerwcu 1862 r. naczelnikiem Rządu Cywilnego w Królestwie Polskim mianowano margrabiego Aleksandra Wielopolskiego. Ten dla uspokojenia nastrojów zarządził w połowie stycznia 1863 r. tzw. brankę do carskiego wojska. Na podstawie imiennych list w szeregi armii rosyjskiej mieli zostać wcieleni najbardziej rewolucyjnie nastawieni Polacy. Decyzja przyspieszyła wybuch powstania. Komitet Centralny Narodowy wezwał do rozpoczęcia walki w nocy z 22 na 23 stycznia 1863 r.

Do powstania poszli mieszczanie, studenci, gimnazjaliści, średnia szlachta i robotnicy. Nie udało się przyciągnąć większej rzeszy chłopów pomimo deklaracji uwłaszczeniowych. W granice Królestwa przybywali też ochotnicy m.in. z Francji, Włoch i Węgier. Liczbę powstańców szacowano na ok. pięćdziesiąt tysięcy. Musieli stawić czoła trzykrotnie większej armii carskiej. Zapleczem dla powstańców było państwo podziemne, które zapewniało aprowizację, transport i schronienie.

Powstanie wzbudziło zainteresowanie europejskiej dyplomacji. Anglia, Francja i Austria sądziły, że sytuacja w Polsce może doprowadzić do nowej wojny z Rosją. Ta ostatnia uważała, że walki nad Wisłą to jej wewnętrzna kwestia, a to co zainicjowali Polacy godzi w ustalony porządek europejski. Państwa zachodnie postulowały, że powstańcom powinna przysługiwać amnestia, należy powołać rząd narodowy i przyznać Królestwu autonomię. Żądania przedstawiono carowi, który negocjacje przeciągał, aby ostatecznie odrzucić postulaty. Zachód nie interweniował, powstańcy pozostali sami wobec przeważających sił wroga. Porażka wydawała się nieunikniona.

Grabież kościoła w Dziadkowicach i konwojowanie zesłańców, fragment albumu „Pamiątki buntu” ze zbiorów Muzeum Wojska Polskiego

Grabież kościoła w Dziadkowicach i konwojowanie zesłańców, fragment albumu „Pamiątki buntu” ze zbiorów Muzeum Wojska Polskiego

(źródło: reprintu albumu)

Kraj w żałobie

Walki w Królestwie trwały do sierpnia 1864 r., na Podlasiu nawet do wiosny następnego roku. Łącznie powstańcy stoczyli około 1200 bitew i potyczek. Śmierć poniosło około dwudziestu tysięcy powstańców. Blisko czterdzieści tysięcy osób wywieziono w głąb Rosji. Wykonano wyroki śmierci na ponad sześciuset pięćdziesięciu konspiratorach i powstańcach.

Tragiczną cezurą w dziejach powstańczych był dzień 5 sierpnia 1864 r., kiedy to na stokach Cytadeli Warszawskiej Rosjanie powiesili dyktatora powstania Romualda Traugutta oraz członków Rządu Narodowego: Rafała Krajewskiego, Józefa Toczyskiego, Romana Żulińskiego i Jana Jeziorańskiego. Egzekucji przyglądał się trzydziestotysięczny tłum.

Po upadku powstania rozpoczęła się fala represji. Konfiskowano setki majątków lub nakładano wysokie kontrybucje. Zniesiono autonomię Królestwa Polskiego, które odtąd nazywano Krajem Nadwiślańskim. Zlikwidowano Bank Polski oraz Szkołę Główną Warszawską, gdzie językiem wykładowym był polski. Nastąpiła zakrojona na szeroką skalę kasata katolickich klasztorów. Rozpoczęto intensywną rusyfikację. Kraj na długie lata pogrążył się w narodowej żałobie.

Zesłańcy do Szenkurska, fragment albumu „Pamiątki buntu” ze zbiorów Muzeum Wojska Polskiego

Zesłańcy do Szenkurska, fragment albumu „Pamiątki buntu” ze zbiorów Muzeum Wojska Polskiego

(źródło: reprintu albumu)

Oberpolicmajster kompletuje album

Spośród dokumentów z okresu powstania styczniowego rangę wyjątkową posiada „Pamiątka buntu” – album fotograficzny przechowywany w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Powstał z inicjatywy barona Płatona Fredericksa, który w latach 1864 – 1866 sprawował funkcję oberpolicmajstra warszawskiego. Nadzorując carski aparat represji gromadził zdjęcia konspiratorów i powstańców pochodzące z rewizji i konfiskat. Kolekcję uporządkował chronologicznie i umieścił w albumie. Niemal każde zdjęcie opatrzył nazwiskiem sfotografowanej osoby lub komentarzem.

Łącznie zgromadził zdjęcia blisko ośmiuset powstańców, którzy zostali zesłani na Syberię dzięki podległej mu policji i żandarmerii. Dla większego porządku dodał nawet mapki guberni i nazwy miasteczek i wsi, do których trafili aresztowani Polacy. Album, w zamierzeniu twórcy przykład skuteczności carskiej policji, stanowi dziś wyjątkowy portret pokolenia, które podjęło heroiczną walkę o niepodległość.