„Hannibal ante portas” (pl. Hannibal u bram), rzymskie zawołanie oznaczające niebezpieczeństwo, nie bez powodu odwołuje się do słynnego Kartagińczyka. Nawet setki lat po jego śmierci Rzymianie pamiętali człowieka, który przeprowadził słonie przez Alpy, zwyciężał w niemal każdej otwartej bitwie, dotarł pod mury Rzymu i prawie położył kres jego istnieniu.

Wojny punickie

W III wieku p.n.e w zachodniej części basenu Morza Śródziemnego istniały dwie potęgi. Było to wzrastające imperium rzymskie oraz Kartagina, powstała z fenickich kolonii. Oba kraje rywalizowały ze sobą o tytuł hegemona i liczne posiadłości. Efektem tej rywalizacji były tak zwane wojny punickie (z łac. pūnicus, od greckiego słowa φοῖνιξ, określającego osobę z Fenicji), które zakończyły się zwycięstwem Rzymu i zniszczeniem Kartaginy. Mimo iż imperium kartagińskie w tej wojnie było stroną przegraną, to najbardziej znanym i najwybitniejszym strategiem okazał się Kartagińczyk - Hannibal. Jego legenda do dzisiaj wprawia w zachwyt i zdumienie. Mimo iż przegrał wojnę, wygrał nieśmiertelność na kartach historii.

Syn dzielnego ojca

Pochodzenie i młodość Hannibala miały wielki wpływ na jego późniejsze czyny. Był on bowiem synem sławnego Kartagińskiego dowódcy Hamilkara Barkasa, weterana I wojny punickiej. Hamilkar należący do wpływowego rodu kartagińskiego wsławił się wieloma dokonaniami - poszerzył Kartaginę o kraj Detainów leżący w Iberii oraz posiadł liczne kopalnie złota i srebra. W czasie zmagań wojennych towarzyszył mu syn Hannibal, który złożył swojemu ojcu przysięgę, że nigdy nie będzie przyjacielem Rzymu. O przysiędze tej wspomina wybitny poeta Cyprian Kamil Norwid w utworze „Bema pamięci żałobny rapsod”. Zaczyna on wiersz słowami Iusiurandum patri datum usque ad hanc-diem ita servavi, co tłumaczy się jako: „przysięgę złożoną mojemu ojcu po dzień dzisiejszy zachowałem”. Hannibal nie tylko nie został przyjacielem Rzymu, ale stał się jednym z największych jego wrogów.

Preludium wojny

Hannibal kontynuował poszerzanie posiadłości na półwyspie Iberyjskim, głównie na terenie dzisiejszej Hiszpanii. Liczne zdobycze 28-letniego wówczas wodza niepokoiły Rzym, który postanowił przerwać ekspansję Kartaginy. W 219 r. p.n.e Rzymianie ogłosili Miasto Sagunto swoim protektoratem. Był to krok strategiczny, bowiem miasteczko leżało na drodze kartagińskich podbojów. Hannibal nie przejął się tym i bez większych problemów zdobył Sagunto. Rozwścieczeni Rzymianie domagali się ukarania karagińskiego wodza i oddania miasta. Jednak ludność popierała działania Hannibala. Kartagina upokorzona porażką poniesioną w I wojnie punickiej pragnęła powrotu do statusu hegemona. Poselstwo rzymskie odesłano z kwitkiem. W efekcie Rzym wypowiedział Kartaginie wojnę.

Wielki wróg Rzymu

Hannibal niezwłocznie sformował wojsko. Jak pisze Polibiusz w swoim ''Dziejach'' była to ogromna wielokulturowa armia składająca się z Afrykanów, Hiszpanów, Celtów, Liguryjczyków, Italów i Greków, czyli ludzi, którzy nie mieli ze sobą nic wspólnego, jeśli chodzi o prawo, zwyczaje czy język. Zapanowanie nad takim wojskiem wymagało ogromnego autorytetu i umiejętności dowódczych. Tych cech Hannibalowi nie brakowało. Przeprowadził on swoich ludzi przez Pireneje, południową Galię i Alpy do Italii. W końcu dotarł do rzeki Ticinus, gdzie stoczył pierwszą bitwę z Rzymianami. Dosłownie zmiażdżył lekkozbrojną piechotę rzymską zanim którykolwiek z piechurów zdążył rzucić w jego ludzi oszczepem. Następnie szybko unieruchomił jazdę rzymską - wielu Rzymian porzuciło konie i zaczęło walczyć pieszo. Bitwa zakończyła się spektakularnym zwycięstwem. Kolejną klęskę Kartagińczyk zadał Rzymianom w bitwie nad rzeką Trebią. W walce zginęło około 20 000 żołnierzy rzymskich, a ok 10 000 wzięto do niewoli.

Co ciekawe, Hannibal miał w swoich oddziałach słonie bojowe. Napawały one Rzymian przerażeniem oraz rozbijały ich szyki. Do czasów współczesnych przetrwało nawet imię najdzielniejszego z nich. O słoniu imieniem Surus (co znaczy Syryjczyk) wspomina Katon starszy.

Hannibal kontynuował marsz na Wieczne Miasto. W 216 r. p.n.e wojska kartagińskie pokonały Rzymian pod Kannami. Mimo że większość słoni bojowych nie przeżyła srogich zim, dzięki swojej strategii Hannibal odniósł zwycięstwo. Zamknął wojska wroga w pułapce, utworzył dookoła nich pierścień i niemal doszczętnie wymordował wrogów (w tej bitwie zginęło około 60 000 rzymskich żołnierzy wraz z dowódcą).  Starcie to miało kluczowe znaczenie, bowiem spowodowało zmianę strategii rzymskich dowódców. Od tej pory nie podejmowali już otwartych bitew.

Droga do upadku

Hannibal nie osiadł na laurach i przez następne 10 lat walczył w Italii. Jednak z każdą kolejną batalią liczba jego ludzi malała. Choć prosił o kolejne posiłki, oligarchowie kartagińscy nie zgodzili się na ich wysłanie, gdyż obawiali się wzrostu potęgi Rodu Barkasów Hannibal stanął u wrót Rzymu, nie mógł jednak zająć miasta ze względu na zbyt małą ilość wojsk. To umożliwiło Rzymianom wykonanie śmiałego manewru. Scypion Afrykański, zwany przez potomnych Starszym, wylądował wraz ze swoimi wojskami w Kartaginie. Manewr ten zmusił Hannibala do powrotu do ojczyzny. W październiku 202 r. p.n.e. Scypion sprzymierzony z królem Numidyjczyków pokonał Hannibala. Ta jedna bitwa przesądziła o przegranej Kartaginy, która musiała zrzec się wszystkich posiadłości poza Afryką oraz podporządkować politykę zagraniczną Rzymowi. Hannibal po zakończeniu wojny wciąż udzielał się w polityce. Dokonał wielu reform i dzięki niemu Kartagina bardzo szybo spłaciła kontrybucję oraz przekształciła się w gospodarczą potęgę. Rzymianie poprzez liczne intrygi zmusili go jednak do ustąpienia z urzędu. Zmarł na wygnaniu, gdzie wypił truciznę, trzymaną w pierścieniu, który przed wieloma laty otrzymał od ojca. Niedługo po jego śmierci wybuchła III wojna punicka, która położyła kres istnieniu Kartaginy. Legenda Hannibala przetrwała do dziś.