W roku 1847 w Bochni koło Krakowa dokonano niesamowitego odkrycia. Znaleziono złotą monetę, którą po wnikliwej analizie uznano za floren z czasów Władysława Łokietka, określany mianem „aureus polonus”. To pozwoliło datować początki polskiego złotego mennictwa na lata trzydzieste XIV w. Emisja była niewielka i zachował się z niej tylko jeden znany w Polsce egzemplarz, który niemal cudem uniknął zniszczenia. I od lat skłania badaczy do… dywagacji nad swą autentycznością.

Floren uratowany od zniszczenia

Podczas prac ziemnych w Bochni robotnicy wykopali przypadkiem starą złota monetę. Trafiła ona do tamtejszego żydowskiego złotnika Izaaka Rosshaendlera. Ten nie znając historycznej wartości numizmatu przeznaczył go do stopienia. Przed zniszczeniem uratował ją w ostatniej niemal chwili Erazm Niedzielski (1820-1882), właściciel majątku Śledziejowice koło Wieliczki. Rodzina Niedzielskich w ciągu kilku pokoleń zgromadziła cenną, artystyczną kolekcję obejmującą m.in. malarstwo, militaria, tkaniny, zabytki archeologiczne oraz numizmaty.

Prawdopodobnie w czasie jednej z wizyt u wspomnianego Rosshaendlera, Erazm Niedzielski, szukając ciekawostek wśród złotych precjozów, zwrócił uwagę na średniowieczną monetę. Złotnik nie był nią specjalnie zainteresowany, postrzegał jedynie jako źródło kruszcu i zamierzał wrzucić do tygla. Sprzedał ją Niedzielskiemu za 6 złotych reńskich. Z czasem numizmat poddano gruntownym badaniom i na podstawie podobizny awersu do pieczęci majestatowej Władysława Łokietka stwierdzono, że jest to floren (dukat) tego właśnie króla. Odkrycie stało się sensacją. Do tamtej chwili początek emisji złotych polskich monet przypadał na rok 1528 i wybicie dukatów przez Zygmunta Starego. Znalezisko z Bochni przesuwało datowanie niemal dwa wieki wstecz.

„Słowo w obronie autentyczności dukata Władysława Łokietka”

Floren wzbudził niemałe zainteresowanie numizmatyków i historyków. Rozgorzały spory co do autentyczności monety. Badacze wątpili w „przypadkowość” znaleziska i okoliczności nabycia przez pierwszego właściciela. Zastanawiali się dlaczego nie zachował się żaden dokument towarzyszący tak ważnemu wydarzeniu jak rozpoczęcie bicia w Polsce złotych monet. Ich zdziwienie budził fakt „efemeryczności” tej emisji. Pytali niejednokrotnie jak to możliwe, że nie ocalał inny egzemplarz tak cennej pamiątki, niemal „relikwii”, którą zwykło się przekazywać z pokolenia na pokolenie. Szukali także wyjaśnienia jak to możliwe, aby syn Władysława Łokietka, o wiele zamożniejszy i gospodarniejszy król Kazimierz Wielki nie kontynuował menniczego dzieła ojca i nie wybijał własnych florenów.

Wśród zwolenników tezy, że numizmat z Bochni to autentyk znalazł się m.in. dr Franciszek Piekosiński (1844-1906) – historyk i heraldyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego. W roku 1891, na łamach „Wiadomości Numizmatyczno - Archeologicznych” opublikował obszerny artykuł („Słowo w obronie autentyczności dukata Władysława Łokietka”), w którym odnosił się do argumentów swych adwersarzy.

Dr Piekosiński twierdził, że domniemany fałszerz nie mógł wykorzystać wizerunku z pieczęci majestatowej króla jako wzorca dla awersu florena, gdyż w momencie odnalezienia monety (1847) takowa nie była jeszcze znana w środowisku naukowym.

Za autentycznością monety miały przemawiać także okoliczności jej znalezienia. Fałszerstwo mogło być dokonane w celach naukowych (wprowadzenie do nauki nieprawdziwej wiadomości) lub dla zysku. Tyle, że w pierwszym przypadku fałszerz raczej puściłby monetę w obieg w środowisku uniwersyteckim, krakowskim, zaś w drugim podał wysoką cenę sprzedaży. Żadna z tych okoliczności nie miała miejsca.

Wedle dr. Piekosińskiego emisja dukata miała charakter wyłącznie okolicznościowy i dlatego nie zachowały się urzędowe wzmianki na ten temat, jak to miało miejsce w przypadku monet obiegowych. Zdaniem uczonego król polecił wybić numizmat z okazji swej koronacji w 1320 r. Posłowie udali się do Rzymu zawiadomić papieża o tym wydarzeniu i przy okazji przekazać „świętopietrze”, tak aby dobrze usposobić głowę Kościoła do polskiego króla. Wysłannicy mieli w wiecznym mieście zamówić tłok pieczęci majestatowej oraz stemple do florenów. Większą część wybitych tam pieniędzy pozostawili u papieża, a niewielką liczbę przywieźli ze sobą.

Numizmat na cześć patrona Polski – św. Stanisława

W roku 1896 znany kolekcjoner-numizmatyk Emeryk hr. Hutten Czapski (1828-1896) nabył dukata od spadkobiercy Erazma Niedzielskiego, jego syna Stanisława. Zapłacił 4500 złotych reńskich. Monetę włączył do swej słynnej kolekcji, którą z czasem ofiarował dla miasta Krakowa, a która dziś jest częścią tamtejszego Muzeum Narodowego.

Floren z Bochni stał się także przedmiotem badań prof. Ryszarda Kiersnowskiego (1925-2007) – historyka mediewisty-numizmatyka. Wskazał on, że jego powstanie miało miejsce później niż sądzono i nie było związane z koronacją Łokietka. Numizmat powstał najprawdopodobniej w 1330 r. i miał związek z podwójnymi uroczystościami odpustowymi ku czci św. Stanisława – biskupa męczennika i patrona Polski, które za zgodą papieża Jana XXII wyznaczono na 8 maja i 27 września. Dla uzyskania odpustu należało wówczas przekazać dwie obce, złote monety. Zebrany kruszec posłużył na sfinansowanie wypraw wojennych króla.

Na awersie florena widnieje postać króla na majestacie, trzymającego berło i jabłko. W otoku napis: WLADISLAVS.DI.G.REX (Władysław w Bożej łaski król). Rewers przedstawia biskupa w szatach pontyfikalnych, w infule i z pastorałem. Dookoła napis: S.STANISLAVS.POLE (św. Stanisław, biskup polski).  Monetę wybito w mennicy krakowskiej, jej waga wynosi 3,48 g, średnica ok. 21 mm.