Blisko 40 lat temu, 5 maja 1971 r., reprezentacja Polski w towarzyskim meczu rozgrywanym w Lozannie wygrała ze Szwajcarią 4:2. Bramki dla Biało-Czerwonych zdobywali kolejno Zygfryd Szołtysik, Jan Banaś, Kazimierz Deyna oraz Włodzimierz Lubański. Mecz przeszedł do historii jednak z innego powodu. Na ławce trenerskiej seniorskiej reprezentacji zadebiutował Kazimierz Górski.

Lwowianin z pochodzenia

Kazimierz Górski urodził się we Lwowie 2 marca 1921 r. Ojciec Maksymilian był kolejarzem, mama Zofia krawcową. Miał pięcioro rodzeństwa. Do drużyny RKS Lwów młody Kazimierz trafił dzięki ojcu, który był działaczem sportowym. Grał na pozycji napastnika. Szybko zyskał przydomek „Sarenka” dzięki szybkości w operowaniu piłką.

Podczas okupacji sowieckiej łączył grę w piłkę z pracą w warsztatach kolejowych. Gra w Spartaku Lwów zagwarantowała rodzinie bezpieczeństwo przed deportacjami i zsyłką na Syberię. Pod koniec wojny wstąpił do II Armii Wojska Polskiego, a po wojnie przeprowadził się do Warszawy, gdzie pracował w Izbie Skarbowej. Rozpoczął też karierę napastnika w Legii Warszawa, w której grał do 1953 r.

26 czerwca 1948 r. Kazimierz Górski rozegrał jedyny mecz w reprezentacji Polski. W towarzyskim przegranym pojedynku z Danią zagrał 34 minuty.

Początek kariery trenerskiej

W 1952 r. Kazimierz Górski ukończył kurs trenera II klasy i zaczął pełnić funkcję asystenta trenera w Legii. Dwa lata później podjął pierwszą samodzielną pracę trenera w Marymoncie Warszawa. Z drużyną awansował do II ligi. Dobre wyniki sprawiły, że w 1955 r. został trenerem reprezentacji Polski juniorów.

W latach 60-tych trenował Legię Warszawa, Lubliniankę Lublin oraz Gwardię Warszawa. W 1966 r. zaproponowano mu objęcie stanowiska selekcjonera reprezentacji Polski do lat 23. Zanotował 3 lata pracy bez porażki.

Po nieudanych eliminacjach do mistrzostw świata w Meksyku jesienią 1970 r. ze stanowiskiem selekcjonera kadry narodowej pożegnał się Ryszard Koncewicz. 1 grudnia 1970 r. władze PZPN powierzyły tę funkcję Kazimierzowi Górskiemu.

„Mój Bożeco ja mam państwu powiedzieć…”

Górski obejmował kadrę narodową w momencie właściwie przegranych eliminacji do mistrzostw Europy. Pierwszym poważnym sprawdzianem w meczu o punkty było spotkanie z RFN rozgrywane 10 października 1971 r. na Stadionie Dziesięciolecia. Zakończyło się ono dotkliwą porażką 1:3.

Na szczęście w rozgrywanych równolegle eliminacjach do turnieju olimpijskiego Polacy radzili sobie znacznie lepiej i wywalczyli awans na igrzyska. Trener Górski przywiązywał ogromną wagę do przygotowania motorycznego i grę z kontry. Selekcjoner uważał też ofensywną grę za istotę futbolu, dlatego „Orły Górskiego” zaczęły prezentować bardzo widowiskową dla oka techniczną piłkę.

Przewagą trenera było to, że znał każdego młodego piłkarza w Polsce, dużo podróżował i obserwował ligowe rozgrywki. Skład oparł z jednej strony na piłkarzach doświadczonych którzy wchodzili do kadry kilka lat wcześniej (Zygfryd Szołtysik, Włodzimierz Lubański, Kazimierz Deyna, Robert Gadocha, Adam Musiał), a z drugiej strony na zawodnikach młodych (Jan Tomaszewski, Grzegorz Lato, Jerzy Gorgoń, Lesław Ćmikiewicz, Jan Domarski, Andrzej Szarmach).

W turnieju olimpijskim Polska reprezentacja sprawiła nie lada niespodzianki pokonując NRD oraz ZSRR. W finale czekał faworyt całych rozgrywek – mocna reprezentacja Węgier. Po zakończeniu meczu finałowego Ciszewski wypowiedział słynne słowa: "Mój Boże, co ja mam państwu powiedzieć. 20 lat czekałem na tę chwilę, 50 lat czekało polskie piłkarstwo".

Po 90 minutach gry to Polacy zawiesili złote medale na szyjach. Królem strzelców turnieju olimpijskiego został Kazimierz Deyna z dziewięcioma golami na koncie, z czego dwa wbił w finale z Węgrami.

Ojcem tego sukcesu był niewątpliwie trener Kazimierz Górski. Stworzył zupełnie nową odmłodzoną reprezentację. Słynął ze stoickiego spokoju, codziennego uśmiechu
i pozytywnego nastawienia. A zawodnicy go słuchali. Był dla nich kimś więcej niż tylko trenerem. Był mentorem, psychologiem, ojcem.

A złoto w Monachium to był dopiero początek…