Wyglądają niepozornie: małe znaczki pocztowe z profilem królowej Wiktorii. Jeden w tonacji pomarańczowo-czerwonej, o nominale 1 pensa, drugi w odcieniach granatu, o nominale 2 pensów. Wydane w 1847 r. w angielskiej kolonii – Brytyjskim Mauritiusie, stanowią jeden z największych numizmatycznych rarytasów na świecie, a wystawiane na aukcjach, co zdarza się niezwykle rzadko, osiągają astronomiczne ceny.

Mauritius to niewielkie państwo wyspiarskie na Oceanie Indyjskim, leżące ok. 900 km na wschód od Madagaskaru. Od 1810 r. stanowiło kolonię brytyjską. Angielska dominacja zakończyła się w 1968 r. gdy kraj uzyskał niepodległość. Kiedy Brytyjczycy przejęli wyspę od Francuzów system pocztowy pozostawiał wiele do życzenia. Można było wysłać list za granicę, ale poczta śródlądowa praktycznie nie istniała. Lokalna gazeta „Le Cernéen” zaczęła wywierać presję na władzę, aby zaradziła tej niedogodności. W 1834 r. ogłoszono, że eksperymentalne usługi pocztowe będą świadczone co sobotę. Kurierzy pocztowi jechali ze stolicy w Port Louis do Mahebourga. Wracali w poniedziałek. Zainteresowanie mieszkańców usługą było jednak tak duże, że liczbę kursów zwiększono do trzech w tygodniu.

Znaczek pocztowy wkracza do gry

Anglik Rowland Hill zaproponował rewolucyjną zmianę w systemie opłat pocztowych, której efektem był znaczek pocztowy wydany po raz pierwszy w 1840 r. Wcześniej dostarczano korespondencję do adresata, który był zobligowany uiścić opłatę. Często jednak odmawiano jej przyjęcia i wracała do nadawcy. Ten powinien już zapłacić podwójną stawkę, ale i tu unikano płatności. Hill zasugerował wprowadzenie znaczków, które były dowodem opłaty i automatycznie przenosiły ciężar kosztów na nadawcę. Znaczki pojawiły się najpierw w Wielkiej Brytanii, potem w Brazylii, Szwajcarii i USA. Następnie przyszła kolej na Mauritius.

Legenda pierwszej emisji

W 1846 r. zarządzono, że będą funkcjonowały dwa nominały znaczków: 1 pens dla korespondencji miejskiej oraz 2 pensy dla listów wysyłanych do innych miejscowości na wyspie. W dniu 21 września 1847 r. wydano w Port Louis dwa znaczki pocztowe: 1 pens pomarańczowo-czerwony i 2 pensy granatowy. Każdy nominał miał nakład 500 egzemplarzy. Znaczki wydrukowano dość prymitywnie metodą wklęsłodruku. Ich twórcą był grawer i miniaturzysta Joseph Osmond Barnard (1816-1865), który trafił na wyspę w 1838 r. jako pasażer „na gapę” jednego ze statków. Na każdym ze znaczków umieścił napis „Post Office”, który przy kolejnych emisjach zmieniono na „Post Paid”. Dziś uważa się zgodnie, że z tej pierwszej emisji przetrwało 15 znaczków jednopensowych oraz dwanaście znaczków dwupensowych. Ta znikoma ilość oraz legenda, która powstała wokół zmiany napisów spowodowały, że pierwsze znaczki z Mauritiusa stały się numizmatyczną sensacją i obiektem pożądania każdego kolekcjonera. Znaczną część znaczków wydanych w 1847 r. wykorzystała żona gubernatora Mauritiusa - Lady Gomm, rozsyłając zaproszenia na bal, który wydała 30 września tego roku. Na pewien czas słuch o nich zaginął. Ich twórca zmarł w 1865 r. w swej posiadłości na Mauritiusie, zwanej „Astrea” (na cześć greckiej bogini sprawiedliwości), którą nabył dwa lata wcześniej.

Brytyjski monarcha głupcem?

W drugiej połowie i pod koniec XIX w., jak to zazwyczaj bywa podczas porządkowania starych papierów, zaczęto w różnych miejscach odkrywać nieliczne egzemplarze tej wyjątkowej emisji. To wzbudziło zrozumiałe zainteresowanie słynnych kolekcjonerów-numizmatyków. „Mauritiusy” zaczęły osiągać zawrotne ceny na licytacjach. Dla przykładu w 1904 r. król Jerzy V zapłacił blisko tysiąc pięćset funtów za granatową dwupensówkę. Uwzględniając poziom inflacji ta kwota w 2018 r. równałaby się ok. 150 tyś. funtów. Jeden z sekretarzy królewskich miał skomentować doniesienia o tej aukcji słowami: „Jakiś głupiec zapłacił ogromną sumę za jeden znaczek pocztowy!”. „To ja jestem tym głupcem” – odpowiedział monarcha. Na pocz. XXI w. szacunkową wartość niebieskiego Mauritiusa określano na ok. 2 mln funtów. Dziś zachowane znaczki z 1847 r. przechowywane są w prywatnych kolekcjach i stanowią wyjątkową ozdobę kilku muzeów. I tak, oprócz wspomnianych brytyjskich zbiorów królewskich, można je oglądać w Szwedzkim Muzeum Pocztowym w Sztokholmie, Muzeum Komunikacji w Hadze, w Muzeum Poczty i Komunikacji w Berlinie oraz w Bibliotece Brytyjskiej w Londynie, gdzie znajduje się oryginalna koperta zaproszenia na bal, wysłana przez żonę gubernatora Mauritiusa.

Koperta za 4 miliony dolarów

Dla pasjonatów filatelistyki wielką gratką może być wyprawa do Port Louis na Mauritiusie, gdzie w 2001 r. otwarto „Bleu Penny Museum”. Przechowywane tam egzemplarze obu znaczków z 1847 r. zostały zakupione przez konsorcjum firm handlowych na aukcji w Szwajcarii w 1993 r. za kwotę ponad 2 mln dolarów. Wcześniej znajdowały się w słynnych zbiorach japońskiego biznesmena i filatelisty - Hiroyuki Kanai, który oprócz nieużywanych „Mauritiusów” posiadał także koperty z naklejonymi egzemplarzami. Jedna z nich, zaadresowana do firmy Ducau & Lurguie w Bordeaux, została sprzedana na aukcji w Zurichu w 1993 r. za 5 mln 750 tys franków szwajcarskich (ok. 4 mln dolarów USA). „Mauritiusy” przyprawiają o zawrót głowy nie tylko ich rynkową ceną. Tajemniczości i pikanterii dodaje też legenda, która w ciągu lat narosła wokół napisu „Post Office”. Ich twórca miał być m.in. zegarmistrzem, w podeszłym wieku i do tego roztargnionym. W chwili wyemitowania znaczków Barnard miał trzydzieści jeden lat, trudno więc dziś dać wiarę tym sensacjom sprzed lat. Użycie słów „Post Office” wedle wszelkiego prawdopodobieństwa było zamierzone i zatwierdzone, gdyż taka była oficjalna nazwa urzędu.