Dynastia Wazów zasiadała na polskim tronie przez osiemdziesiąt jeden lat, (1587 – 1668). Bilans jej panowania w Rzeczypospolitej Obojga Narodów nie wypadł pomyślnie. Powstanie Bohdana Chmielnickiego na Ukrainie oraz „potop” i grabież szwedzka podkopały gospodarkę kraju i zrujnowały znaczną część społeczeństwa. Balansowanie między wspaniałością a upadkiem wyraźnie zaznaczyło się w mennictwie tego okresu. Z czasów Zygmunta III pochodzi największa, uznawana za jedną z najpiękniejszych i najdroższa złota polska moneta o nominale 100 dukatów. Przykładem deprecjacji waluty i głębokiego kryzysu finansowego państwa było niedbałe wybijanie w czasach Jana II Kazimierza ogromnych ilości miedzianych szelągów (boratynek), które szły na pokrycie zaległych żołdów wojska i regulację długów państwowych.

Katalog Kaspra Rytkiera

Za panowania Zygmunta III mennictwo krajowe przeżywało niezwykły rozkwit. Monety bito w kilkunastu mennicach. Dla Korony w Olkuszu, Wschowie, Malborku, Poznaniu, Bydgoszczy, Krakowie, Lublinie. Działała mennica wileńska dla Litwy. Do tego dochodziły mennice miejskie w Gdańsku, Toruniu, Rydze, Elblągu i Poznaniu.  Emitowano kilkanaście gatunków monet, poczynając od denarów ze słabej jakości srebra aż po wspaniałe dukaty o wyrafinowanym stemplu. Na system monetarny składały się monety złote: dukaty („czerwone” złote) oraz srebrne: talary, półtalary, orty, szóstaki, trojaki, półtrojaki, grosze, szelągi, ternary i denary.

Zygmunt III zmagał się z problemami finansowymi, z których najbardziej dotkliwy był odpływ dobrej, polskiej monety złotej i srebrnej z kraju przy jednoczesnym napływie słabych monet zachodnich. Nasiliło się to szczególnie po katastrofie spowodowanej wojną trzydziestoletnią i załamaniem finansowym w Niemczech. Aby ograniczyć zamieszanie na rynku finansowym i przeciwdziałać obiegowi monet fałszywych w 1599 r. ustanowiono probierza generalnego w osobie Kaspra Rytkiera. Ten w krótkim czasie opracował broszurę – katalog z wizerunkami monet obcych oraz sposobem ich przeliczania na walutę krajową. Pomimo starań talar i „czerwony” złoty drożały coraz bardziej. Na początku panowania Zygmunta III „czerwony” złoty kosztował 56 groszy, ale pod koniec rządów trzeba było za niego zapłacić już 165 groszy! Podobnie miała się rzecz z talarem. W 1587 r. miał równowartość 35 groszy, a w 1631 r. płaciło się za niego 90 groszy.

Najdroższa polska moneta

W dziejach mennictwa polskiego wyjątkowo zapisał się rok 1621. Wtedy to w Bydgoszczy wybito monetę o nominale 100 dukatów, największą i najcięższą jaka kiedykolwiek wyemitowano na ziemiach polskich. Okazała się także najdroższą! Kilka egzemplarzy tej monety nie było przeznaczonych do powszechnego obiegu. Stanowiły rodzaj prezentu, który król ofiarował wybranym osobistościom. Wyjątkowa elegancja studukatówki to efekt pracy jednego z najwybitniejszych medalierów epoki, pochodzącego ze Szwajcarii Samulea Ammona (1591-1622). Egzemplarz tego numizmatu sprzedano na aukcji w 2018 r. za 2 mln 160 tyś dolarów. Tym samym został ustanowiony rekord cenowy za monetę polską.

Czasy Zygmunta III to szczytowy okres emisji talarów, najważniejszych srebrnych monet w systemie bimetalicznym. Co ciekawe oprócz talarów obiegowych bito tzw. talary medalowe, pamiątkowe o różnej wadze. Do historii przeszły też słynne „brandtalary” toruńskie z 1630 r. wybite w dziewięciu odmianach i upamiętniające zakończenie oblężenia miasta przez Szwedów. Przy okazji tego panowania warto wspomnieć także o szwedzkich monetach Zygmunta, który w latach 1592-99 zasiadał na tronie w Sztokholmie. Na monetach tych widniała zawsze podwójny tytuł króla Szwecji i Polski. Należały one do szwedzkiego systemu monetarnego, w którym talar równał się czterem markom. Marka odpowiadała ośmiu örom, a jeden ör to dwadzieścia cztery fenigi.

Siłę nabywczą pieniądza za panowania Zygmunta III (1630 r.) najlepiej zobrazować na przykładzie zarobków robotników miejskich i cen podstawowych produktów. Dla przykładu murarz zarabiał dziennie 20 groszy, cieśla 14 groszy, czeladnik murarski już tylko 11 groszy. Tymczasem wół kosztował ok. 35 zł (przelicznik 1 zł=30 groszy), cielę 4 zł. Za korzec zboża trzeba było zapłacić ok. 100 groszy. Łokieć płótna kosztował 5 groszy. Kożuch wyceniano na 150 groszy, zaś buty stanowiły wydatek rzędu 160 groszy.

Potop kryzysowych monet

Kolejny z Wazów na tronie polskim Władysław IV ograniczył się do bicia monet grubych: złotych dukatów oraz srebrnych talarów i półtalarów. Rynek był nasycony ogromną ilością monet drobnych, w różnych odmianach, z czasów poprzedniego panowania i nie istniała potrzeba ich dodatkowych emisji.

Panowanie Jana II Kazimierza, naznaczone klęską „potopu” szwedzkiego, przyniosło katastrofę systemu fiskalnego. Drastycznie spadła zamożność mieszkańców, gospodarka na znacznych obszarach kraju została zniszczona, zmalały wpływy podatkowe a na dodatek należało pilnie wypłacić zaległy żołd. Podjęto krok dość rozpaczliwy. Wprowadzono do obiegu monety świadomie sfałszowanie, które nie posiadały pokrycia w kruszcu.

Pierwszą z nich były szelągi, bite wbrew tradycji z miedzi a nie ze srebra, którymi regulowano podstawowe płatności. Ich produkcję zapowiadała ordynacja z 1650 r. choć faktycznie pojawiły się dziewięć lat później. Projekt emisji nadzorował dzierżawca mennic koronnych Tytus Liwiusz Boratini. Od jego nazwiska przyjęła się zwyczajowa nazwa tych monet „boratynki”. Ich jakość pozostawiała wiele do życzenia a i sam Boratini obniżał wagę monety. Jak przewidywała ordynacja z grzywny miało być wybitych 77 sztuk, tymczasem powstawało ich nawet 150. Ogółem wyemitowano ok. 1 miliarda sztuk tych monet. Zazwyczaj pakowano je w woreczki po 900 sztuk co odpowiadało 300 groszom czyli 10 złotym. Woreczek waży przeciętnie 1,17 kg.

Drugą monetą wprowadzoną za Jana Kazimierza, ważną w polskiej numizmatyce, był srebrny tymf. Pojawił się w 1663 r. i stanowił równowartość 30 groszy, czyli w praktyce był pierwszą monetą złotową w historii! Jego produkcją kierował superintendent mennic koronnych Andrzej Tymf, od którego nazwiska monety zwano „tymfami”. Ta „kryzysowa” waluta zawierała w sobie kruszec o wartości zaledwie 12 groszy. Brakujące 18 groszy miało być bezzwrotnym wsparciem dla Rzeczypospolitej o czym informował napis otokowy: DAT PRETIVM SERVATA SALVS POTIORQE METALLO EST („Wartość tej monecie nadaje zbawienie ojczyzny, które jest więcej warte od metalu”). Niestety nie tylko wartość kruszcu była minusem tej monety. Także jej wygląd pozostawiał wiele do życzenia. Często tymfy wybijano na źle rozwalcowanej blasze a nawet z błędami w napisach!

Z czasem rozwinęły się trzy systemy pieniężne funkcjonujące równolegle. Dukaty i talary wykorzystywano w transakcjach międzynarodowych. Dobre monety Jagiellonów, Stefana Batorego i częściowo Zygmunta III służyły przy większych transakcjach np. majątkowych. Wreszcie boratynki i tymfy wykorzystywano przy codziennych sprawunkach