Gdy nad Wisłą Legiony Piłsudskiego toczyły z zaborcami ostrożną grę o kontrolę nad krajem, za granicą rozgrywała się równie dramatyczna bitwa – w której stawką była międzynarodowa pozycja Polski w latach powojennych.

Narodowe Święto Niepodległości obchodzimy 11 listopada, w rocznicę zakończenia działań wojennych w 1918 r. i następującego rozbrojenia niemieckiego garnizonu Warszawy. Faktyczne ogłoszenie suwerenności Polski miało natomiast miejsce wcześniej, 7 października tego roku. Żadna z tych dat nie miałaby znaczenia, gdyby nie pewien czynnik decydujący o być albo nie być każdego kraju – płynące z zagranicy poparcie dla naszej deklaracji.

Niezawisłość trudno wszak zdobyć bez przyjaciół.

Jednym z kryteriów, jakie świadczą o sukcesie powstającego organizmu państwowego jest jego zdolność do zdobycia międzynarodowego uznania. Bez niego skazany będzie na izolację, jak np. dzisiejszy Somaliland – istniejąca od 1991 r. republika, przez resztę świata wciąż uważana za część Somalii.

Młoda Rzeczpospolita uniknęła podobnego losu dzięki wysiłkom szeregu organizacji, wśród których prym wiódł Komitet Narodowy Polski. Już jesienią 1917 r. sojusznicze rządy uznały to ciało za prawowitego reprezentanta rodzącej się nad Wisłą państwowości.

W jaki sposób udało się tego dokonać?

Od początku organ ten widział drogę do niepodległości inaczej niż pozostałe ruchy – szans poszukiwał we współpracy z Ententą, a zatem i z należącą do tego bloku Rosją. Jego pierwszym krokiem, ogłoszonym w dniu utworzenia KNP 25 listopada 1914 r., było więc potępienie Legionów Piłsudskiego, które wraz z austro-węgierską i niemiecką armią wkroczyły do Kongresówki. Do oporu wobec inwazji Komitet Narodowy zachęcał m.in. wspierając polskie oddziały w składzie carskiego wojska.

Po obaleniu dynastii Romanowów przez rewolucję lutową, niechętną utrzymywaniu polskich formacji zbrojnych, KNP odrodził się na emigracji. Formalnie założony 15 sierpnia 1917 r. w Lozannie, ostatecznie związał się z Paryżem – w mieście tym działała już zresztą kiedyś organizacja o tej samej nazwie, funkcjonująca niedługo po powstaniu listopadowym. We współtworzącej Ententę Francji nowy Komitet, złożony z przedstawicieli wszystkich trzech zaborów, prowadził politykę zagraniczną w imieniu całego narodu. Pierwszym jej namacalnym efektem było stworzenie polskiej armii 4 czerwca 1917 r.; rok później KNP wywalczył kontrolę nad nią, a na jej czoło wysunął gen. Józefa Hallera.

Kto stał za tą strategią?

Siłę napędową ugrupowania stanowiła koalicja nacjonalistów (Narodowej Demokracji) i konserwatywnego Stronnictwa Polityki Realnej. Większość inicjatywy spoczywała w rękach ideologa endecji, Romana Dmowskiego. Jako pragmatyk od początku przedkładał on dyplomację nad otwartą walkę z zaborcą – zgodnie z tą myślą z Komitetem współpracowało nieoficjalnie grono posłów petersburskiej Dumy.

Na emigracji do jego celów dołączyło zapewnienie, że pozostająca w rękach sprzymierzonego długo z Berlinem Piłsudskiego Polska nie znajdzie się po spodziewanym zwycięstwie Ententy w przegranym obozie. Aby mocniej związać kraj z Zachodem, Dmowski poszerzył Komitet o zasłużonego w USA Ignacego Paderewskiego; stworzył też w szeregu państw placówki opieki konsularnej nad rodakami, umożliwiając im legitymowanie się dokumentami innymi niż niemieckie i austro-węgierskie.

Jak KNP przypieczętował niepodległość?

Zabiegi te przyniosły skutek: 20 września 1917 r. Francja – a za nią sprzymierzone mocarstwa – uznała działalność KNP za oficjalną reprezentację narodu polskiego. Otworzyło to drogę do udziału w rozmowach pokojowych w pozycji partnera zwycięskiej strony, a nie jedynie petenta. Możliwość tę Dmowski wycisnął jak cytrynę; dzięki jego agresywnemu stanowisku w negocjacjach przepadły kompromisowe propozycje granic, a Warszawa zyskała gwarancję dostępu do morza i plebiscytu na Śląsku.

Ceną za swobodę działań na arenie zagranicznej okazała się utrata wpływów w ojczyźnie na rzecz Piłsudskiego i Paderewskiego. Udzielone przez nich Dmowskiemu pełnomocnictwo w sprawach traktatowych na długo oddaliło go od kraju; choć przewodził najsilniejszemu stronnictwu w Sejmie, po złożeniu kompetencji Komitetu Narodowego w ręce rządu w Warszawie nigdy już nie zasiadł w fotelu premiera.