Władysław Jagiełło zapoczątkował dynastię królów, którzy wprowadzili Polskę w jej złoty wiek. Jednak nad naszym pieniądzem za jego panowania zawisły czarne chmury.

Nowa dynastia – Andegawenowie – objęła krakowski tron po śmierci Kazimierza Wielkiego w 1370 r. Jego siostrzeniec i spadkobierca Ludwik był potomkiem zarówno Piastów, jak i królewskiego rodu Węgier, wywodzącego się od władców Neapolu i części Francji.

Zaprzątnięty zagranicznymi sprawami Ludwik nie kontynuował wielkich reform Kazimierza. Andegawenowie (reprezentowani nad Wisłą najczęściej przez królową matkę Elżbietę Łokietkównę) bili w Polsce wyłącznie denary, mało wartościowe i o słabej próbie, wyróżniające się za to w naszych numizmatycznych dziejach wzornictwem. Nie chodzi przy tym o jego kunszt, lecz wykorzystywany motyw – zamiast piastowskiego orła pojawiał się herb nowego rodu, skomponowany z poziomych pasów i francuskich lilii.

Kolejna zmiana na tronie wiązała się z małżeństwem Jadwigi, córki Ludwika, tytułowanej królem. Jej mąż Władysław Jagiełło i jego potomkowie (sama Jadwiga zmarła bezdzietnie) stworzyli znamienitą dynastię, utożsamianą ze złotym wiekiem Polski.

Ich pieniądz bynajmniej nie był jednak złoty, nie cieszył się też najlepszą reputacją. Zwyczaj oddawania królewskich mennic w dzierżawę (za słoną opłatą 4000 grzywien rocznie) wpłynął na obniżenie zaufania do monet, ponieważ mincerze, dążąc do wypracowania zysku dla siebie i monarszego skarbca, regularnie redukowali ilość srebra w emisjach. W odpowiedzi na głosy protestu dwór raz na jakiś czas wymuszał podniesienie jakości wyrobów, lecz wkrótce potem znowu spadała ona na łeb, na szyję.

Choć zatem za Jagiełły wzrosła produkcja krajowych numizmatów, w obiegu ustępowały one pieniądzom zagranicznym: groszowi praskiemu, a gdy tego zabrakło na rynku w czasie wojen husyckich w Czechach, również złotemu węgierskiemu florenowi. Preferencje te były tak powszechne, że gdy jeden z wierzycieli poznańskiej rady miejskiej poprosił o zwrot długu w monetach polskich (mimo iż zaciągnięto go w obcych), urzędnicy żądali od niego pisemnej zgody na tak niekorzystną zamianę.

Remedium miała stanowić seria tzw. reform trójkowych, przeprowadzonych w ostatniej dekadzie XIV w. Ustanowiły one niespotykane dotąd w Polsce jednostki monetarne, a części starych nadały inny charakter.

U podstaw nowego systemu ponownie legł denar. Jego wartość, ustalona jeszcze przez Kazimierza Wielkiego na 1/16 grosza, w praktyce spadła do 1/24. Władysław poprawił nieco notowania tej monety, wciąż była ona jednak bardzo drobna; bito ją z prawie czystej miedzi z niewielkim dodatkiem srebra. Na jej powierzchnię wróciły znajome motywy – orzeł i korona.

Tercer (trzeciak), zwany też kwartnikiem małym, zajął miejsce dawnego ćwierćgrosza, wartego 4 denary. Jagiełło zdewaluował go do odpowiednika 3 denarów.

Nadrzędną jednostką został półgrosz (duży kwartnik), który przy wartości 3 tercerów był najcenniejszą monetą bitą w kraju. Emisji krakowskiego grosza już bowiem nie wznowiono – pełnił on tylko rolę obrachunkową jako ekwiwalent 18 denarów.

Nowym pieniądzem wkrótce zachwiały wydatki na wojny z Zakonem Krzyżackim. W poszukiwaniu potrzebnego dochodu król wrócił do psucia monety; waga półgrosza, który początkowo zawierał ok. 1,6 g srebra próby 500, zaczęła gwałtownie spadać.

Gdy proceder ten został w 1414 r. ukrócony wskutek zamknięcia krakowskiej mennicy przez rozsierdzonych mieszczan, Jagiełło bezceremonialnie przeniósł produkcję do zakładu w lubuskiej Wschowie. Poza tym miastem monety emitowano także we Lwowie (dla zachowującej szczątkową odrębność administracyjną Rusi) oraz w Poznaniu.

Kompromis przyniosła troska o dziedzictwo. Zabiegając o prawa swoich synów do korony, leciwy władca zobowiązał się przywilejem czerwińskim z 1422 r. do bicia pieniądza wyłącznie za zgodą Rady Królestwa. Tak zabezpieczona, polska waluta mogła spokojniej czekać na swój złoty wiek.