Przywódcy ruchu narodowowyzwoleńczego rekrutowali się ze wszystkich części politycznego spektrum. Byli wśród nich konserwatyści i socjaldemokraci, zwolennicy współpracy z Rosją i Niemcami. Ich poglądy, osobowości i konflikty ukształtowały odrodzoną Polskę.

Józef Piłsudski

Mit wąsatego marszałka to nieodłączna część opowieści o wyzwoleniu. Jak wiele legend, i ta wykuła się w wojennej zawierusze – Piłsudski zapracował na nią w Legionach, a potem na wojnie bolszewickiej. Naturalnie zatem podporę jego władzy, szczególnie w okresie zaborów i po tragicznym przewrocie 1926 r., stanowiła armia.

Pochodzący z kresowej szlachty marszałek, od młodych lat związany z konspiracją i wychowany w domu powstańca styczniowego, wyrósł w głębokiej nieufności do carskiego rządu. Resentyment ten odzwierciedlił się w jego działalności – wsparcia dla sprawy polskiej szukał przede wszystkim u wrogów Petersburga: w Wiedniu i Berlinie. Na polu krajowym również prowadził rywalizację z frakcją prorosyjską, a konflikt ten ostatecznie przyjął rolę głównej osi polityki II RP.

Roman Dmowski

Nemezis Piłsudskiego i jego przeciwieństwo pod niemal każdym względem. Skromny mieszczanin i pragmatyk, pilny obserwator darwinowskiego ducha epoki, w której warunki dyktowali najsilniejsi – zamiast walki z potężnym zaborcą zdecydował się na mozolne zabieganie o autonomię z pozycji posła do petersburskiej Dumy.

W czasie wojny jego stronnictwo pozostało wierne Rosji i jej zachodnim sojusznikom. Kontakty te wykorzystał na konferencji pokojowej w Paryżu, negocjując korzystny przebieg granic – lecz długi pobyt we Francji kosztował go wpływ na wydarzenia w Warszawie. Choć stał na czele najliczniejszego stronnictwa w pierwszym Sejmie, nigdy nie został szefem rządu.

Ignacy Jan Paderewski

Szlachcic, ale i obywatel świata, artysta i dyplomata, który świetnie łagodził obraz obcesowego Piłsudskiego. Na salonach i salach koncertowych zbudował szeroki społeczny front poparcia dla wolnej Polski, zdobywszy nawet przychylność prezydenta USA. Kontynuował tę pracę w Paryżu, łącząc ją z rolą arbitra w sporze socjaldemokratów marszałka z endekami Romana Dmowskiego.

Niezależność od tego ostatniego ugrupowania – i mocna pozycja międzynarodowa Paderewskiego – skłoniły Piłsudskiego do powierzenia mu w 1919 r. teki premiera. Ogromne ego obu panów nie ułatwiało im współpracy, ale dymisja szefa rządu po niespełna 11 miesiącach tylko związała ręce marszałka. Przyniosła bowiem spadek zagranicznego wsparcia w wojnie bolszewickiej. Rozłam pomiędzy przywódcami pogłębił się po zamachu majowym, gdy wokół kompozytora skrystalizował się obóz antysanacyjny.

Ignacy Daszyński

Ubogi galicyjski szlachcic, socjalista, deputowany austriackiej Rady Państwa i lider pierwszego rządu wolnej Polski, powołanego 7 listopada 1918 r. Wyczuwszy klęskę zaborczych mocarstw, bez wahania ogłosił powstanie niezależnej – i bardzo postępowej – administracji; to jemu zawdzięczamy m.in. wprowadzenie ośmiogodzinnego dnia pracy. Zaciekły opór endecji skłonił go do rychłej dymisji mimo udzielonego mu przez Piłsudskiego poparcia.

Jędrzej Moraczewski

Bliski współpracownik Daszyńskiego, a przy tym zaufany legionista marszałka – był naturalnym kandydatem do przejęcia teki premiera jesienią 1918 r. Piłsudski polecił mu zadbać o jak najszybsze wyłonienie parlamentu, co ujął słowami "wypracuje pan w ciągu jednego tygodnia ustawę wyborczą, i to tak, jak gdyby pan miał budować okopy". Tak oto wojskowy dryl zaowocował błyskawicznym wcieleniem w życie polskiej demokracji.

Krok ten nie odwiódł jednak stronnictwa Dmowskiego od prób siłowego przejęcia władzy. Wkrótce po nieudanym zamachu stanu w styczniu 1919 r. Moraczewski podał się do dymisji, umożliwiając Piłsudskiemu powołanie niezwiązanego z żadną stroną konfliktu Paderewskiego.

Wincenty Witos

Ludowiec i trzykrotny premier w latach 1920–1926, zasłynął jako umiejętny broker koalicji; nazywano go nawet "włodarzem Sejmu". Chociaż wywodził się z Austro-Węgier, w czasie wojny stanął po stronie Ententy, co wraz z konserwatywnymi poglądami oddaliło go od Piłsudskiego.

Początkowo różnice te nie przeszkodziły im w kooperacji (a nawet wzajemnym wsparciu), lecz ostatecznie doprowadziły do rozlewu krwi. To właśnie gotowość premiera do zacieśnienia współpracy z Romanem Dmowskim w maju 1926 r. skłoniła marszałka do wyprowadzenia żołnierzy na ulice i podjęcia bratobójczej walki.