Już pierwsi władcy Polski bili monety, lecz na dobre weszły one do użycia dopiero za Bolesława Krzywoustego. W jaki sposób temu monarsze udało się do tego doprowadzić?

Pierwszym mieszkańcom Polski pieniądze służyły nie tyle do płacenia, co do gromadzenia majątku. Ze względu na rzadkość srebra na naszych ziemiach monety – w większości zresztą sprowadzane z zagranicy – cieszyły się wartością tak wysoką, że początkowo przydawały się tylko bogaczom.

Jeszcze ok. 1100 r. na potrzeby codziennych transakcji denary dzielono zatem na cząstki. Dopiero znaczny wzrost cen towarów i zmniejszenie próby kruszcu w monetach uczyniły polski pieniądz bardziej przydatnym. Dzięki temu rodzime emisje stały się bardziej liczne i wyparły z obiegu wyroby zagranicznych mennic.

Zasiadający na tronie od 1107 r. Bolesław III był więc pierwszym polskim monarchą, który w dziedzinie numizmatyki miał prawdziwe pole do popisu. Bite przez niego monety trafiały do obrotu w milionach egzemplarzy, a wraz z ich nakładem rosła jakość rzemiosła. Artyzm i zakres ikonografii osiągnęły niespotykany wcześniej poziom.

Już najwcześniejsza z emisji Krzywoustego wprowadza nowość – legendę polową, czyli zapis imienia władcy (w formie „BOLE - ZLAV”) po obu bokach przedstawionej na awersie postaci. Rewers tego denara powstał na kanwie starszego wzoru, ale późniejsze monety monarchy wykraczają daleko poza ramy wytyczone przez jego poprzedników.

Pojawiają się na nich nieznane dotąd wyobrażenia, wśród których na uwagę zasługuje wyrazista scena walki rycerza ze smokiem. Po raz pierwszy zastosowano również inskrypcję określającą rodzaj pieniądza – aczkolwiek należy mniemać, że wybity w metalu wyraz „DENARIVS” rozumiany był wówczas jak „moneta”, a nie oznaczenie konkretnej wartości lub nominału.

Najważniejszą z innowacji Bolesława III stanowi zupełnie nowy typ pieniądza. Brakteat zadebiutował w Europie ok. 1130 r. i w ciągu zaledwie kilku lat dotarł do polskich mennic. O jego niezwykłości decydowały wymiary – przy średnicy przekraczającej 2,5 cm numizmat był cienki jak opłatek. Ważył ok. ⅓ grama, czyli o ponad połowę mniej niż poprzedzające go denary (zwane zresztą lekkimi dla odróżnienia od osiągających 2 gramy denarów pierwszych Piastów).

Ze względu na wielką kruchość monety te były bite tylko z jednej strony, nie mają więc wyodrębnionego rewersu. Późniejsi badacze nazwali je brakteatami w nawiązaniu do łacińskiego określenia skrawków kruszcu, używanych do pozłacania przedmiotów; dla współczesnych były one, jak wszystkie pieniądze, po prostu denarami. Z powodu małej zawartości srebra nie ceniono ich wysoko, lecz mimo to do XIII w. całkowicie zdominowały polski obieg.

Dlaczego wytwarzano tak delikatne numizmaty? Pozwalało to na produkcję znacznie większej liczby monet z ograniczonych zasobów metalu – i bez dalszego obniżania próby. Ponadto część z nich szybko wracała do książęcego skarbca dzięki obowiązkowej wymianie brakteatów, zarządzanej nawet kilka razy w roku i dokonywanej z potrąceniem pewnego procenta egzemplarzy. Ekonomiści badają ten proceder także pod kątem korzyści gospodarczych, zniechęcał on bowiem ludność do odkładania dużych kwot na przyszłość. Tym samym sprzyjał wydatkom i wysokiemu tempu wymiany handlowej, a dzięki regularnemu wycofywaniu pieniądza z obiegu pomagał utrzymać w ryzach wzrost cen.

Przełomowy brakteat Krzywoustego zasłynął także rolą propagandową. Przedstawionej na nim podobiźnie św. Wojciecha towarzyszy bardzo długa inskrypcja, niezgodnie z prawdą przypisująca duchownemu godność biskupa gnieźnieńskiego – i to mimo że zmarł on dwa lata przed założeniem tej diecezji. Celem tego zabiegu było zapewne dodanie polskiemu Kościołowi prestiżu w epoce konfliktu z episkopatem niemieckim.

Częste wymiany brakteatów sprzyjały rozwojowi ikonografii, co szczególnie wzięli sobie do serca następcy Bolesława Krzywoustego. Z epoki rozbicia dzielnicowego pochodzi prawdziwy bezlik wzorów i emisji. O tym rozdziale naszych numizmatycznych dziejów opowiemy w następnym miesiącu.