W polszczyźnie odnajdujemy mnogość sentencji i przysłów, które odnoszą się do kwestii finansowych. Niektóre – jak „czas to pieniądz” i „nie śmierdzieć groszem” – są zrozumiałe same przez się. Rodowód i znaczenie innych jest daleko bardziej zagadkowy.

Pieniądze towarzyszą nam każdego dnia, i to nie tylko w portfelu czy na koncie. Często bowiem spotkać je możemy w naszym języku. Poniżej prezentujemy najoryginalniejsze związane z nimi przysłowia i powiedzenia.

Niewart złamanego grosza

Określenie to oznacza coś wyjątkowo lichego lub niegodnego zaufania. Stawianie grosza w tym kontekście świadczy o postrzeganiu go jako mało wartościowego (podobne konotacje widać w innych związkach frazeologicznych, np. „nie mieć za grosz wstydu” lub „wtrącać swoje trzy grosze”). Ciekawie kontrastuje to z pierwotnym znaczeniem jego nazwy (łac. grossus – „gruby”). W XIII w. oznaczała ona cenny duży pieniądz.

Wdowi grosz

Zgoła odmienny charakter ma grosz wdowi. Wprawdzie wyrażenie to wciąż opisuje monetę jako zdawkową, nadaje jej jednak wartość symboliczną. Nazywamy tak pozornie niewielkie wyrzeczenie poniesione przez osobę ubogą, dla której drobna ofiara ma stosunkowo duże znaczenie. Korzenie tego pojęcia tkwią w słowach Ewangelii: „biedna wdowa dała więcej niż wszyscy bogacze razem wzięci! Oni bowiem wrzucili tylko część tego, co mieli w nadmiarze, ona zaś oddała wszystko, co miała na życie”.

Pecunia non olet

Owa łacińska maksyma tłumaczona jest na język polski słowami „pieniądze nie śmierdzą”. W niezmienionej formie spotkać ją można w wielu krajach Zachodu, gdzie używana jest od blisko 2000 lat. Jej autorstwo przypisywane jest rzymskiemu cesarzowi Wespazjanowi, który ok. 70 r. n.e. reinstytuował podatek od handlu uryną, skupywaną w latrynach przez praczy i garbarzy. Według pism Swetoniusza uwagi o budzącym wstręt charakterze opłaty władca kwitował pytaniem o to, czy pochodzące z niej denary wydają nieprzyjemny zapach. Obserwację tę przywołuje się do zaznaczenia, że na zysku nie kładzie się cieniem jego źródło.

Dobry żart tymfa wart

Ten komplement dla udanego dowcipu wyraża dodatkowo niepochlebną opinię o pewnej polskiej monecie. Tymf – zwany tak od nazwiska dzierżawcy koronnych mennic – wszedł do obiegu w trudnej epoce po potopie szwedzkim. Choć nosił nominał 30 groszy, zawarte w nim srebro warte było najwyżej połowę tej kwoty. Ten sposób ratowania skarbca przywoływała inskrypcja DAT PRETIVM SERVATA SALVS POTIORQ METALLO EST („cenę daje ocalenie kraju i to lepsze jest od kruszcu”). Pomimo wzniosłej deklaracji w monecie widziano raczej zakałę, a widoczny na niej inicjał króla Jana Kazimierza „ICR” rozwijano dla żartu do słów Initium Calamitatis Regni – „początek nieszczęść królestwa”.

Za dobrą monetę

Pochodzeniem od podejrzanych numizmatów może pochwalić się więcej naszych powiedzeń. Przyjmowanie czegoś za dobrą monetę rozumiemy jako przypisywanie temu, mimo ryzyka, dobrych intencji i wartości. Zwrot ten wywodzi się z czasów, w których każdy pieniądz należało sprawdzić pod kątem fałszerstwa.

Znać jak zły szeląg

Kolejnym przykładem tego motywu jest zwrot „znać kogoś jak zły szeląg”, czyli „wiedzieć, czego można się po kimś spodziewać”. On również pochodzi z XVII w., a odnosi się do boratynek – miedzianych szelągów pozbawionych kruszcu, lecz nominalnie wartych ⅓ srebrnego grosza. Opór przeciwko ich stosowaniu w wojsku stał się jednym z postulatów rokoszu Lubomirskiego.

Nie tylko w Polsce

W swoje przysłowia wplata środki płatnicze wiele języków. Część tych powiedzeń ma odpowiedniki w polszczyźnie (czasem nieco odmienne, np. skąpy Walijczyk nosi w kieszeni nie węża, a jeża), niektóre nie są zaś u nas znane. I tak Francuzi, gdy chcą odnotować, że ktoś nie szczędził wydatków, użyją słów „wyrzucał pieniądze przez okna”. Z kolei w angielszczyźnie funkcjonuje uwaga „głupota i pieniądze szybko się rozstają”.