Blisko 90 lat temu na prywatne zamówienie powstała seria monet złotowych, obecnie stanowiących numizmatyczne rarytasy. Ich twórca liczył na wprowadzenie ich do obiegu, lecz jego marzenie nigdy się nie spełniło. Jak potoczyły się losy tej unikalnej emisji?

Kolekcjonera monet o szybsze bicie serca przyprawić mogą dwie rzeczy – kompletna seria rzadkich numizmatów lub pojedynczy egzemplarz, który wymyka się wszelkim schematom.

To dlatego błędne emisje i inne odstępstwa od normy bywają białymi krukami. Unikaty takie znajdziemy też wśród polskich pieniędzy, a jednym z najciekawszych jest niezwykła pięciozłotówka z lat 20. XX w.

Choć widnieje na niej wizerunek orła w koronie i nazwa naszego kraju, powstała ona w zagranicznej mennicy, i to na zamówienie osoby prywatnej. Nigdy nie weszła do obiegu, lecz mimo to osiąga wysokie ceny na licytacjach.

Kim jest jej twórca?

Walery Amrogowicz (1863–1931) to wywodzący się z Pomorza działacz społeczny i urzędnik, a przede wszystkim uznany kolekcjoner. W jego zbiorach znajdowały się m.in. obrazy i grafiki, ale też np. sumeryjskie zabytki. Jako mecenas sztuk zlecił liczne dzieła malarskie, przedstawiające krajobrazy Kaszub i Bałtyku.

Największą pasją darzył numizmatykę. Monety gromadził już w młodości, a w kwiecie wieku eksponował je na wielu wystawach. Pierwszą z nich zorganizował w 1911 r., a osiem lat później, po zakończeniu kariery zawodowej i przenosinach z Kościerzyny do Sopotu, regularnie urządzał je w swojej współdzielonej z siostrą willi.

Należącą do niego kolekcję zapisał w testamencie Towarzystwu Naukowemu w Toruniu, gdzie do dzisiaj można podziwiać znaczną jej część. Nie trafiły tam jednak najciekawsze z jego monet – te, które stworzył sam.

Prywatne złotówki

W 1928 r. Amrogowicz zaprojektował monetę pięciozłotową oraz opartą o ten sam wzór dwuzłotówkę. Zostały one wybite w brązie i srebrze przez mennicę zlokalizowaną – zależnie od źródła – w Monachium lub Norymberdze. Użyte do wykonania numizmatów stemple wykonano w pracowni Karla Goetza, znanego niemieckiego medaliera.

Awers monet przedstawiał orła w koronie, napis „RZECZPOSPOLITA POLSKA” oraz, poniżej, nominał. Na rewersie widoczne były półpostać Matki Boskiej z Dzieciątkiem i słowa „KRÓLOWA KORONY POLSKIEJ”.

Perła niejednej kolekcji

Nieznana jest dokładna liczba wybitych egzemplarzy; prawodopodobnie było ich nie więcej niż 10. Ambicje Amrogowicza sięgały większych nakładów – jedną sztukę wysłał bowiem do Ministerstwa Skarbu z propozycją przekształcenia jej w oficjalną państwową emisję.

Spotkawszy się z odmową, zadowolił się rozdaniem pozostałych kopii najbliższym. Z powodu tej rzadkości osiągają one obecnie wysokie ceny. Jesienią 2016 r. jedną sztukę zlicytowano za 29 tys. złotych – i to mimo tego, że przypuszczalnie nie była ona nawet oryginalna. Jak to możliwe?

Drugie życie

Około 1930 r. stemple Goetza zostały użyte ponownie; wybito nimi nowe egzemplarze w złocie oraz platynie. Wiadomo, że te sfałszowane kopie są młodsze od pierwowzorów, ponieważ noszą one ślady korozji matryc nieobecne na oryginałach. Badacze sugerują, że zleceniodawcą tej emisji był król Egiptu Faruk, w którego szerokiej kolekcji numizmatycznej znajdowały się również te monety. Wszystkie te tajemnice tylko zwiększają wartość owych niezwykłych obiektów.

Wzór odkurzono ponownie w 1939 r. Hitlerowskie władze, oskarżone o zniszczenie obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej, wyprodukowały propagandowy medal z wizerunkiem malowidła. Za jego wykonanie odpowiadał Karl Goetz, który wykorzystał rysunki przesłane przed laty przez Amrogowicza.

Jego oryginalne projekty spędziły następne dekady w zapomnieniu, ale już niebawem Skarbnica Narodowa zaoferuje replikę pięciozłotowej monety z 1928 roku.