Obecnie nie wyobrażamy sobie, by o emisji pieniądza decydował ktokolwiek inny niż organy państwa. Kiedyś jednak wyglądało to nieco inaczej.

We współczesnych systemach prawnych emisja środków płatniczych stanowi wyłączną prerogatywę państwa. Zadanie to rząd powierza bankowi centralnemu, a podmioty prywatne odpowiadają co najwyżej za projekt i wykonanie banknotu lub numizmatu.

W naszym kraju proces ten nie odbiega od standardów. Jedynym emitentem złotego jest Narodowy Bank Polski, odpowiedzialny za realizację polityki pieniężnej i wartość naszej waluty. Nie zawsze jednak sprawy przyjmowały taki obrót. Jak w wielu innych miejscach, tak i w Polsce zdarzało się, że o produkcji pieniądza decydowały osoby i instytucje prywatne.

Za najstarszy rodzimy pieniądz prywatny uważane są denary palatyna Sieciecha. Szczyt potęgi tego małopolskiego możnowładcy przypadł na koniec XI w. Zasiadający na tronie Władysław Herman był wtedy tylko kukiełką. Nic dziwnego, że ambitny wojewoda nakazał bić monety w swoim imieniu. Na obu znanych typach jego numizmatów widnieje napis „ZETECH”, uznawany za drugi najstarszy zabytek języka polskiego i pierwsze zapisane w naszym języku imię. (Emisje poprzednich władców opisywano po łacinie). Do naszych czasów zachowało się około 150 egzemplarzy, z czego większość pochodzi ze skarbu odkrytego w 1935 r. w wielkopolskim Słuszkowie.

Niektórzy historycy doszukują się śladów prywatnej emisji także we wcześniejszym okresie. Pomiędzy panowaniem Bolesławów Chrobrego i Szczodrego mincerstwo polskie popadło w półwieczny zastój; z tej epoki nie zachowały się żadne emisje sygnowane imionami naszych władców, ale nie znaczy to, że pieniądza nie bił nikt inny. W latach 40. XI w. nad Wisłą pojawiły się monety, stanowiące naśladownictwo bawarskich denarów cesarza Ottona i świętej Adelajdy. Przypuszcza się, że kopie te powstały na Mazowszu, a zdecydować o tym mógł cześnik Miecław, który w 1037 r. uzurpował władzę nad częścią kraju.

Inną kategorią pieniądza prywatnego, bitego jednak z monarszym błogosławieństwem, były monety kościelne. Należące do kleru mennice mogły produkować numizmaty identyczne z tymi emitowanymi przez władcę, lecz już w XIII w. arcybiskup gnieźnieński miał przywilej wyboru własnego wzoru pod warunkiem, że ilość kruszcu w monetach nie będzie odbiegać od państwowego standardu. Jeszcze większej swobody udzielono biskupowi poznańskiemu, który mógł dowolnie kształtować nie tylko wygląd, ale i wartość monet. Uprawnienia te uzasadniono bardzo ograniczonym terytorialnie obiegiem tych numizmatów. Podobne przywileje zyskały klasztory cystersów z Lubiąża i Łękna; monety bili też biskupi Wrocławia, Włocławka i Krakowa.

Kreatywnie do sprawy podszedł zakon krzyżacki. Otrzymawszy w 1226 r. w lenno Ziemię Chełmińską, bez zwłoki sfałszował akt nadania praw menniczych i w ciągu nie więcej niż 12 lat uruchomił wyrób pieniądza w Toruniu, a później w Elblągu, Królewcu, Gdańsku i Malborku.

Rozwój administracji państwowej w późniejszych wiekach uniemożliwił takie wybiegi, ale nie położyło to kresu prywatnym emisjom. Przeniosły się one do majątków szlacheckich, gdzie dla uzależnienia chłopów przyjęto im płacić w pieniądzach zastępczych, ważnych jedynie na terenie konkretnego folwarku. Czasami na powierzchni numizmatu oznaczano, za jakie produkty można nim zapłacić. Ułatwiało to egzekucję przymusu propinacyjnego, czyli nałożonego na poddanych obowiązku kupowania dóbr w sklepach należących do zwierzchnika. Łącznie, w Polsce, skatalogowano ponad 1200 typów prywatnych numizmatów zastępczych.